|
Jak
wielu twierdzi (z całą słusznością) Bruksela to niezbyt
piękne miasto. W jej najbrzydszej części, między dworcem
Midi a Palace de Justice, tradycyjnie codziennie między
6 rano a punktualnie 14 odbywa się pchli targ. Generalna
szpetota okolicy odciska również swoje piętno w klimacie
owego targu. Zastępy Turków, Marokanów i gdzie-niegdzie
pojedyncze stoiska Belgów oraz czasem ziomków znad Wisły
rozkładają dobra wszelakie na kocach i czym tam kto ma.
Ci bardziej nastawieni na kolekcjonerów wystawiają towar
w gablotkach.
Na
brukselskim vloiemarkcie można kupić praktycznie wszystko:
od ciuchów poczynając, po obrazy, AGD, noże, afrykańskie
maski etc., biżuterię i wiele wiele innych. Obok, w wąskich
uliczkach znajdują się sklepy, sprzedające odrestaurowane
zdobycze, zakupione na targu. Nierzadko towary z vloiemarktu
wędrują do muzeów. Ja osobiście, podczas kilkunastu wizyt
zaopatrzyłem się w komplet kleszczy kowalskich, pilniki
wszelkiej maści z różnych stron świata, kleszcze i młotki
kowalskie, narzędzia szewskie, drewno egzotyczne oraz wielkie
imadło kowalskie, kupione od Turka za... 10Euro (!) i przywleczone
na plecach w zimowe południe. Pierwszy raz zobaczyłem je
3 miesiące wcześniej-wówczas cena wynosiła po targach 60Euro.
Po owych 3 miesiącach najwyrazniej Turkowi znudziło się
wozić owo żelastwo i opchnął mi je z wyraˇną ulgą, schodząc
z 35Euro na 10. Jakość wspomnianego imadla nie podlega żadnej
dyskusji - lita stopa, szczęki jak nowe - cudo po prostu.
Patrząc
na zdjęcia zamieszczone obok wydawałoby się, że ów vloiemarkt
odwiedza przede wszystkim tzw. margines społeczny. Nic bardziej
mylnego: mnóstwo Anglików, Niemców, również Polaków - towarzystwo
przednie odziane i zamożne, przyciągnięte egzotyką arabskich
targów. Ojciec mojej kumpeli-rodowitej Flamandki, całe życie
zawodowe przepracował jako agent Muzeum Narodowego, wyszukując
antyki warte uwagi właśnie na vloiemarktach.
A'propos
vloiemarktów, w miesiącach letnich odbywa się ich we Flandrii
równocześnie 2-5 każdego weekendu.
|